(0) 0,00 PLN
tlo

nasi partnerzy / Nauticam

Promocje

 

Siedzieliśmy przy nakrytym białym obrusem stoliku w eleganckiej restauracji kompleksu SPA położonego w olbrzymim parku na skraju Dongguan. Ubrane w tradycyjne, długie, jedwabne qipao (takie chińskie kimona) kelnerki podawały do stołu kolejne wymyślne dania kuchni Guangdong, choć jak mi powiedzieli współbiesiadnicy, nie brakowało i potraw typowych dla rejonu kantonu. Nie wszystkie przypadły mi do gustu – o ile kaczka była wyśmienita, to panierowane stopy kurczaków (jeszcze z pazurkami) nie były specjalnie atrakcyjne. Jedną obgryzłem i usiłowałem przeżuć, ale pomny pobranych w dzieciństwie od rodziców nauk, by nie obgryzać paznokci, dość szybko się poddałem. Rozmowa zeszła na dawne czasy, więc siedzące przy stole panie – Phoebe (dyrektor zarządzająca firmy Nauticam) i Irene (manager odpowiedzialna za sprzedaż międzynarodową) umilkły – były za młode by pamiętać tamte czasy. Za to Edward Lai, właściciel firmy rozkręcił się na dobre. Słuchając go i dodając od czasu do czasu swoje 3 grosze dość szybko ustaliliśmy, ze globalizacja to nie wymysł ostatnich kilkunastu lat, i że obóz socjalistyczny wprowadził ją już dużo wcześniej. Powszechna bieda, brak wszystkiego i pełna reglamentacja w połączeniu z ponadprzeciętnie rozbudowanym aparatem policyjnym były jak się okazało wspólnym mianownikiem systemu. Czy to w Chinach, w bratniej Europie demoludów czy na karaibskiej Kubie…
 

Edward Lai to bardzo ciekawa postać. Ten legitymujący się dwoma paszportami, brytyjskim i chińskim (ale w wersji dla Hong Kongu) businessman od wielu lat współpracował z Nokią, Microsoftem, Comapq czy Gilette, będąc poddostawcą podzespołów do produkowanych przez te koncerny produktów. Był jednak też i zapalonym nurkiem oraz fotografem, a z racji miejsca zamieszkania u ujścia Rzeki Perłowej do Morza Południowochińskiego okazję do realizacji swojego hobby miał niemal codziennie. No i nurkował, jednocześnie irytując się. Jak sam stwierdził, jest człowiekiem ogarniętym obsesją na punkcie ergonomii użycia (wzornictwo) i precyzji wykonania. A jego charakter wiecznego majsterkowicza i smykałka do usprawniania otaczających go przedmiotów powodowały, że wszystkie obudowy które sprowadzał pełne były denerwujących mankamentów. A obudów miał trochę, sprowadzając do swoich Nikonów (Nikonów, bo jak twierdzi, ta firma rozpoczyna projektowanie od kwestii ergonomicznych, podczas gdy Canon tylko obudowuje stworzony przez inżynierów chipy) obudowy Ikelite, Subala, Seacama, Aquaticę i Nexa. W końcu, w desperacji zaprojektował własną obudowę a następnie korzystając z wolnych mocy w swoim systemie CAD-CAM wyciął ją z dużego bloku aluminium, by następnie własnoręcznie ją wykończyć. Gdy na kolejnym nurkowaniu pojawił się ze swoim dziełem, koledzy fotografowie zasypali go masą pytań o cudeńko, które przywiózł w walizce. A potem zamówili takie same.
 

Ale Edward nie poszedł tą drogą. Zamiast przygotować kilka kolejnych obudów dla znajomych, rozpoczął projektowanie całego systemu, który nazwał Nauticam. Jego premiera miała miejsce w Stanach Zjednoczonych, na targach DEMA w 2008 roku. System, początkowo przyjęty bardzo nieufnie (no bo chiński, z firmy, o której nikt nigdy nie słyszał) już po pierwszych testach zyskał entuzjastyczne recenzje w całej prasie branżowej. No i rozpoczął się triumfalny pochód Nauticama przez świat. Posypały się nagrody, w tym najbardziej chyba prestiżowe dla projektantów Red Dot Design Award i Consumer Product Design Grand Award. Firma rozpoczęła rozbudowę sieci dystrybucji (FotoPodwodna została Polskim przedstawicielem Nauticama w 2010 roku) i dalej rozwijała portfolio produktów. Rosła nieustannie, zdobywając w 2015 roku dominującą pozycję wśród producentów obudów z górnej półki. Jak to się mogło stać? Przecież Hugyfot, Subal czy Aquatica mieli tak olbrzymie doświadczenie i ugruntowaną pozycję na rynku…
 

Poruszyłem tę kwestię z Phoebe, w czasie gdy oprowadzała mnie po imponującym kompleksie projektowo / produkcyjnym firmy. Jej zdaniem nie było w tym wielkiej tajemnicy. Na sukces złożyły się wrodzona perfekcja Edwarda, którą zdołał zaszczepić całemu zespołowi, nieszablonowe myślenie i dbałość o najwyższą jakość, co w Chinach wcale nie jest takie naturalne. Tu sporo nauczyli się od Japończyków, z którymi nieustannie współpracują. Te elementy pozwoliły firmie być stale o krok przed konkurencją, która od wielu lat tworzyła obudowy wedle jednego i tego samego wzorca, inaczej tylko dobierając rozkład guzików, wraz z ich zmianą w oferowanych modelach aparatów. Nauticam w tym czasie wprowadził sporo innowacji: zamknięcie portu obiektywowego jedną dźwignią, klawisze fortepianowe do najważniejszych funkcji aparatu (ich nazwa pochodzi od sposobu ułożenia, tuż obok siebie, na krawędzi obudowy, tak że zawsze są pod kciukiem fotografa, bez konieczności odrywania ręki od uchwytu i ich wyszukiwania), port kopułowy z zasłoną do balansu bieli, zacisk do ramion z dużym rozstawem otworów, czy wreszcie genialny system vacuum do kontroli szczelności obudowy. Jego idea jest ultra prosta i logiczna – poprzez zawór na obudowie wyciąga się pompką z obudowy troszkę powietrza, obniżając w niej ciśnienie. A elektroniczny układ kontroluje, czy następnie nie następuje jego wzrost. W ten sposób jeszcze przed nurkowaniem wiemy, czy obudowa jest szczelna!
 

No i jeszcze kwestia oferty. A ta, w przypadku Nauticama jest naprawdę olbrzymia. Firma oferuje obudowy i do lustrzanek (od tego zaczynała), i do bezlusterkowców (i tych profesjonalnych jak Sony A7 i amatorskich jak Olympus OM-D EM10 II), kompaktów z bestsellerowym Sony RX100 na czele. Ale ma tez w swoim portfolio obudowy dla zawodowych fotografów pracujących na średnim formacie czy filmowców wymagających sprzętu klasy kamer RED. Do tego dochodzi rozbudowany wachlarz portów płaskich i kopułowych (poliwęglanowych i szklanych), pierścieni dystansowych, ramion, i dziesiątków innych akcesoriów. Na dodatek, dzięki bliskiej współpracy (co jest, nie ma co ukrywać, pochodną pozycji firmy na rynku) z koncernami Canon, Nikon, Sony, Olympus i Panasonic Nauticam otrzymuje ze znacznym wyprzedzeniem w stosunku do premier rynkowych prototypy szykowanych nowości, tak by móc przygotować odpowiednio wcześnie dedykowane do nich obudowy. Z kolei bliska współpraca z firmami oświetleniowymi (Inon, Keldan, Fisheye) pozwala na bieżąco dostosowywać oferowane rozwiązania do wprowadzanych przez tych producentów modyfikacji. Połączenie szerokiej oferty produktów z szybkim wprowadzaniem rozwiązań dla najnowszych aparatów czy kamer to kolejna z przewag rynkowych Nauticama.

Pierwsze piętro głównego budynku kompleksu Nauticama to duma firmy – olbrzymia powierzchnia biurowa z 14 stanowiskami dla inżynierów pracujących nad projektami nowych elementów. A projektują tu wszystko, od zębatek i dźwigni po korpusy obudów. Następnie składają wszystko wirtualnie w jedną całość i testują. Dopiero gdy wszystko gra w świecie zer i jedynek, następuje budowa prototypu. I kolejne testy. Te już są znacznie szczegółowsze i nie ograniczają się tylko do sprawdzenia poprawności funkcjonowania poszczególnych elementów i obudowy jako całości. Przykładowo na jednym ze stanowisk leżał wielki stos rękawic nurkowych. W różnych rozmiarach i grubościach. Każdy prototyp musi przejść i test na łatwość i komfort obsługi w różnych rękawicach. Bo sprzęt Nauticama jest używany przez fotografów i filmowców od stref tropikalnych aż po obydwa bieguny. I nie ma prawa zawieść.
 

Ale i ulokowana na parterze część produkcyjna jest nie mniej zaawansowana technologicznie. Sterylnie czysta, pełna skomputeryzowanych maszyn i urządzeń zamieniających tworzone piętro wyżej projekty na fizyczne produkty. Wycinane z bloków aluminium skorupy obudów przechodzą dwukrotny pomiar kontrolny w zakresie precyzji obróbki. Ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec tych niuansów w wymiarach, więc całość pomiarów wykonują maszyny, opromieniowując skorupę czerwonymi promieniami laserów. Wygląda to nieziemsko. Wąskim gardłem w produkcji jest uzbrajanie skorup obudów w przyciski i pokrętła. Maszyny tego jeszcze nie potrafią, więc całość prac wykonywana jest ręcznie, na szerokich, jasnych stanowiskach montażu ostatecznego. A potem zaczynają się testy…

Kilka lat temu rozpoczęła się w kilku branżowych czasopismach dyskusja (zdaniem Edwarda inspirowana „życzliwymi” podpowiedziami konkurentów) na temat nadmiernej komplikacji konstrukcji obudów Nauticama. Bo one są naprawdę skomplikowane. Przykładowo w niektórych z nich popychacze ułożone są w trzech nachodzących na siebie warstwach, i uporanie się z serwisem takiego konstrukcyjnego monstrum to nie lada wyzwanie. Ale rynek przyznał rację idei stojącej za pochodzącymi z Hong Kongu projektami. Bo jak mówi Edward, co kogo obchodzi jak skomplikowana jest obudowa wewnątrz? Ważne, że jest bardzo wygodna i intuicyjna w użytkowaniu! To jak z autem – czy kupując samochód martwimy się o stopień zagmatwania jego konstrukcji? Przecież i tak sami go nie serwisujemy. Kierujemy się ergonomią i tak popularnym od czasu iPhone’a pojęciem „user frendly”. Inaczej wszyscy nadal jeździlibyśmy Fordami model T. Z obudowami jest identycznie, a przy oferowanej przez Nauticam najwyższej jakości wykonania stopień komplikacji niewidocznych podzespołów nie jest żadnym argumentem.

Fabryka Nauticama pracuje 24 godziny na dobę, by nadążyć z realizacją napływających z całego świata zamówień. Jedyna przerwa następuje na przełomie stycznia i lutego, w Chiński Nowy Rok. Przez dwa tygodnie w budynkach kompleksu panuje cisza. No ale w tym czasie stają całe Chiny…
 

ZAMÓWIENIA
KONTO
KONTAKT
© 2017 fotopodwodna.pl        Oprogramowanie sklepu internetowego web-market.pl
^
Aby zapewnić Państwu najlepsza formę prezentacji i możliwość szybkiego złożenia zamówienia na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności