(0) 0,00 PLN
tlo

podróże podwodne / Foki z Farne Island / Anglia

Promocje
wrzesień 2014


aparat: Olympus OM-D EM10
obiektyw: Olympus M.Ziuko Digital 14-42 f/3.5-5.6
obudowa: Nauticam + port płaski
konwerter: Inon UWL-100 + port kopułowy
oświetlenie: Inon D2000 IV
parametry ekspozycji: 1/60 sek., f/6.3, ISO 200

Przykre doświadczenia związane z nieudanym wyjazdem „na foki” do Irlandii powoli zacierał upływ czasu. W pamięci zostawały milsze momenty, związane z pięknymi krajobrazami Zielonej Wyspy czy czasem spędzonym w przytulnym pubie. No ale niedosyt spowodowany brakiem zdjęć fok pozostał… Dlatego też, gdy pojawił się pomysł wyjazdu do Anglii, na nurkowania u wysp Farne nie zastanawiałem się ani chwili. W marcu, gdy kupowałem bilety na samolot termin wyjazdu jawił się jako bardzo odległy (wrzesień), no ale przecież trzeba było dać fokom czas na odchowanie małych i napełnienie brzuszków przed nadchodzącą zimą. Tak więc dopiero jesienią był sens do nich lecieć, w momencie gdy podrośnięte i syte miały ochotę na zabawy.

Prognozy pogody na szczęście sprawdziły się. Szalejący jeszcze 2 dni temu nad Northumberland sztorm odszedł i na niebie pojawiło się słońce. Nasz przylot nie mógł wypaść w lepszym momencie. Stojąc na lekko wibrującym pokładzie „Glad Tidings VII” przyglądałem się coraz bliższym skałom, wystającym z morza. Leżace na nich ciemne kształty, oraz unoszące się w wodzie punkty to bez wątpienia były foki. Nie jedna czy dwie. Pełno! Dziesiątki! Nic dziwnego, ze Alex Mustard właśnie tu co roku przyjeżdża na fotografowanie tych pięknych zwierząt. Było ich po prostu bez liku!
 

Na pierwszy ogień poszło miejsce zwane Happar. Dwie pionowe skałki z niewielkim przesmykiem wodnym pośrodku. Wskoczyłem do wody i szybko ruszyłem w dół, wkręcając po drodze konwerter szerokokątny w port obudowy. Zrobiło się przyjemnie zielono, i tylko bulgot bąbli z automatu zakłócał ciszę. Widoczność niestety nie powalała. Było z 5 metrów, na dodatek w toni unosiły się tysiące drobin, skutecznie psując klarowność. Ale nie było co narzekać, zwłaszcza że już po kilkunastu sekundach pierwsze z ciekawskich fok pojawiły się z moim polu widzenia. Podpływały z różnych stron przyglądając mi się uważnie. Utrzymywały jednak bezpieczny dystans jakichś 2dwóch czy dwóch i pół metra i przez to nie dając szans na wykonanie jakiegoś fajniejszego zdjęcia. Mętna woda skutecznie „zabijała” i kolor i kontrast. Zresztą skalne ściany, przy których płynąłem nie stanowiły najpiękniejszego tła, dając ponure, czarne płaszczyzny. Ktoś delikatnie szarpnął mnie za płetwę. Pewnie któryś z kolegów chciał mi coś pokazać, więc odwróciłem się przez ramię stając oko w oko z szarpiąca moja lewą nogę foką. Ruch płetw bardzo im się podobał i wciąż je próbowały, mając nadzieje na jakiś przysmak, a może licząc na fajną zabawę…
 

Big Harcar bez wątpienia był najlepszym z poznanych dotychczas przez nas „foczych” miejsc. Tak więc jednogłośnie, cała czwórką zagłosowaliśmy za tym, by znów „zaatakować” tę miejscówkę o łagodnie opadającym do wody, skalistym brzegu i rozległych płyciznach pełnych pluskających się ssaków. A że łódkę mieliśmy do swojej wyłącznej dyspozycji, nie było żadnych przeciwwskazań, by znów odwiedzić tamtejsza kolonię fok. Pomny poprzednich doświadczeń postanowiłem pływać dziś sam, tak by zbyt duża ilość nurków nie wpływała deprymująco na nie. Od łodzi do brzegu dzieliło nas kilkadziesiąt metrów, które w znacznej mierze przepłynąłem na powierzchni. Woda trochę falowała, a gęste chmury i wiatr stanowiły zupełne przeciwieństwo pogody z poprzednich dni. W końcu ruszyłem w dół. Czas było zacząć robić zdjęcia. Wśród falujących lasów brunatnic początkowo niewiele mogłem dostrzec.
 

Ale już po chwili lekko na prawo ode mnie zmaterializował się niewielki kanion. Opadłem w jego głąb, a skalne ściany zneutralizowały falujące ruchy wody. Ufff! Nie tylko ja wpadłem na ten pomysł. Z pięć metrów przede mną na dnie leżała niewielka, biało szara foczka. Leniwie podniosła głowę i uważnie lustrowała moje poczynania swoimi wielkimi, ciemnymi ślepiami. Ustawiłem lampę i zrobiłem pierwsze kontrolne zdjęcie, tak by ustawić w odpowiednio parametry ekspozycji. Po chwili byłem gotów i rozpocząłem powolne podchody. Odległość malała stanowczo za wolno, ale bałem się wykonywać jakieś szybsze ruchy, by nie spłoszyć wciąż uważnie przypatrującej mi się modelki. Byłem już o jakieś dwa metry od niej, gdy jej cierpliwość wyraźnie się wyczerpała. Najpierw powoli uniosła się do w górę, by nastęnie szybkim ruchem wygiąć się w tył i odpłynąć w toń. Szkoda…
 

Ale nie było co płakać. Foki co chwilę pojawiały się i znikały. Szarpały moje płetwy lub podpływały od przodu, by po sekundzie błyskawicznym wywrotem odskoczyć na bezpieczny w ich mniemaniu dystans. Mocniejsze i dłuższe niż dotychczas przytrzymanie płetwy znów zmusiło mnie do odwrócenia się. Duża, szara foka spojrzała na mnie uważnie, wciąż trzymając niebieska płetwę w zębach. Jej uśmiechnięte oczy wyraźnie zdradzały, że miała ochotę się bawić. Tkwiąc nieruchomo w toni nad dnem zacząłem ruszać tylko płetwą, tak by musiała za nią gonić. Bawiła się jak mały piesek. Po chwili, ostrożnie uniosłem do oka aparat. Zajęta zabawą nie zwróciła na to uwagi, aż do chwili gdy błysnęła lampa błyskowa. W pierwszej chwili zamarła, ale po sekundzie znów zaatakowała niebieską „zabawkę”. Ufff! Nie uciekła! J Zacząłem fotografować, wciąż nie zapominając o ruchach stopą. Minęło kolejnych kilkadziesiąt sekund, gdy zachęcony jej przyjaznym zachowaniem ostrożnie wysunąłem prawą rękę i położyłem jej na głowie. Zerknęła zdziwiona, ale gdy delikatnie zacząłem ją głaskać nie protestowała.

Kątem oka, z prawej strony zauważyłem kolejną fokę. Przyglądała nam się przez chwilę uważnie, a potem zachęcona naszymi wybrykami podpłynęła bliżej. Ojej! „Moja” foka w oka mgnieniu puściła płetwę i pognała w jej stronę. Ale nie w celach rozrywkowych, a wręcz przeciwnie. Ostro pogoniła rywalkę i już po chwili znów była przy mnie, oczekując dalszych pieszczot i zabawy. Nie mogłem jej tego odmówić. Głaszcząc ja po głowie przesunąłem rękę na jej szyję i podrapałem ją ostrożnie, a potem chwyciłem za prawa płetwę i potrząsnąłem. Chyba przypadło jej to do gustu, bo zatoczyła szybkie kolo, odganiając kolejną kandydatkę do zabawy i gdy podpłynęła sama wyciągnęła płetwę, by przybić piątkę. Nasze pląsy trwały już kilkanaście minut, gdy w pobliżu pojawili się Wojtek i Robert. Przyglądali nam się przez chwilę, a potem zaczęli fotografować. Moja foka ruszyła w ich kierunku, przywitała się i… szybko wróciła. Nasza zabawa wyraźnie nie dobiegła jeszcze do końca…
 

To był już nasz ostatni dzień w Seahouses. I ostatnie dwa nurkowania na Farne Islands. Na pierwsze z nich wybraliśmy miejsce zwane Crumstone. Niczym szczególnym się nie wyróżniało, ot kilka skał wystających na metr z wody. Bardziej znamienna była ścieląca się na morzu mgła. Z tej okazji mieliśmy za daleko nie odpływać, tak by znaleźć jakoś naszego RIB’a po wynurzeniu. Bo on by nas raczej nie znalazł… Fotografując langusty i kraby posuwałem się powoli wzdłuż wysokich, pionowych ścian skalnego kanionu, gdy moją uwagę przyciągnęła leżąca na dnie foka. Ot, sytuacja jakich wiele. Wciąż je spotykałem w czasie spokojnej drzemki. Zawsze jednak gdy usiłowałem do nich podpłynąć z gracją się oddalały zachowując bezpieczny dystans. Ale cóż szkodzi spróbować? Opadłem do dna i sunąc tuż nad kamiennym podłożem rozpocząłem kolejne podchody. Moja modelka drzemała obserwując świat i moje nieporadne ruchy spod półprzymkniętych powiek. Dwa pierwsze zdjęcia zrobiłem z metrowego dystansu. Ani drgnęła! Nieźle. Ostrożnie podsunąłem się o kilka centymetrów do przodu. I znów błysnąłem lampą. Skontrolowałem efekt na tylnym wyświetlaczu i przymknąłem trochę przysłonę, starając się wykonywać jak najmniej ruchów. W pionowym kadrze, który ustawiłem znajdująca się w tym układzie z prawej strony lampa zbyt mocno oświetlała skałę, natomiast lewy bok foki pozostawał w zielonkawym cieniu. To nie wyglądało fajnie. Bardzo powolnym ruchem sięgnąłem ręka po ramię lampy i przesunąłem ją maksymalnie w lewo. Kolejna próba. Tym razem wyszło fajniej. Znów się podsunąłem o kilkanaście centymetrów. Teraz port obiektywowy od nosa foki dzieliło ich może ze trzydzieści… Kolejne zdjęcie. I jeszcze jedno. Zacząłem się zastanawiać w jaki sposób, nie płosząc foki pokazać Adamowi by zapłynął ją od tyłu, ustawiając się w kadrze. Moje dylematy rozwiązała jednak sama modelka. Uniosła się z dna i początkowo powoli, a potem przyspieszając coraz bardziej ruszyła ku powierzchni…
 

ZAMÓWIENIA
KONTO
KONTAKT
© 2017 fotopodwodna.pl        Oprogramowanie sklepu internetowego web-market.pl
^
Aby zapewnić Państwu najlepsza formę prezentacji i możliwość szybkiego złożenia zamówienia na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności