(0) 0,00 PLN
tlo

podróże podwodne / H.M.S. Perseus / Morze Śródziemne

Promocje
wrzesień 2009 roku

 

1 września 1939 roku zastał Lt. Commandera Petera Bartletta i jego H.M.S. Perseus w drodze do China Station, gdzie stacjonowała Dalekowschodnia Flota Royal Navy. Okręt wraz z pozostałymi jednostkami klasy Parthian (H.M.S. Pandora, Parthian, Phoenix, Proteus) wchodził w skład IV flotylli okrętów podwodnych, której celem było wzmocnienie sił w odległych brytyjskich koloniach. Dopiero w sierpniu następnego roku okręty przeniesione zostały na europejski teatr działań wojennych. Na Morze Śródziemne. Po przybyciu do celu od października 1940 roku aż do kwietnia ’41 Perseus wykonywał rejsy zaopatrzeniowe na trasie z Egiptu (Alexandria) na oblężoną przez siły włosko-niemieckie Maltę.


HMS Perseus (N36)

Przeniesienie okrętu do I flotylli okrętów podwodnych zaowocowało zmianą zadań z transportowych na bojowe patrole. Początki nie były najłatwiejsze, jako że obydwie wystrzelone do napotkanego 26 sierpnia włoskiego frachtowca Filippo Grimani (3.431 BRT) torpedy chybiły celu. Z końcem miesiąca nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy okrętu – w miejsce Lt. Commandera Petera Bartletta na pokład okrętu wszedł Lt. Commander Edward Nicolay pod którego komendą Perseus wyszedł w kolejny rejs. Owocny, bo już 5 września, 5 mil na południe od wyspy Tenedos, torpedy trafiły we włoski tankowiec Maya (3.867 BRT), posyłając go na dno. Kolejny owocny atak miał miejsce w niecały miesiąc później – 2 października. Ofiarą był niemiecki frachtowiec Castellon (2.086 BRT) storpedowany 50 mil na północny wschód od Benghasi. Niestety torpedy ominęły drugi z atakowanych w tym samym czasie statków – Savonę (2.120 BRT) której udało się uciec. Te osiągnięcia zaowocowały przyznaniem 28 listopada kapitanowi okrętu orderu DSO (Distinguished Service Order). W kolejny rejs okręt wyszedł na patrol na Adriatyku i Morzu Jońskim. Prawdopodobnie 3 lub 4 grudnia kolejne torpedy wystrzelone z Perseusa znalazły drogę do celu. Tym razem ich ofiarą stał się włoski frachtowiec Eridano (3.586 BRT), który tonąc 6 mil morskich od wyspy Lefkada stał się trzecią i zarazem ostatnią ofiarą podwodnego łowcy. W dwa dni później (6 grudnia1941 roku) około 10 wieczorem, gdy okręt przepływał na głębokości peryskopowej cieśninę między greckimi wyspami Zakynthos i Kefalonia, w rufowej części nastąpił wybuch. Włoska mina spowodowała natychmiastowe zatonięcie jednostki wraz z 61 ludźmi na pokładzie (59 osób stałej załogi, dodatkowy członek obsady maszynowni i grecki pilot). Według niektórych źródeł (np. allexperts.com) przyczyną zatonięcia była nie mina, a torpeda wystrzelona z włoskiego okrętu podwodnego Enrico Toti (co jednak nie znajduje pokrycia w większości dostępnych dokumentów, włącznie z oficjalną historią włoskiego okrętu).


mechanik okrętowy John Capes


Mechanik John Capes odpoczywał właśnie w pustej, rufowej wyrzutni torpedowej, pisząc list do domu i sącząc rum (Capes był dodatkowym człowiekiem w maszynowni, korzystającym z „podwózki” z Malty, skąd wyruszył okręt, do Aleksandrii) gdy nastąpiła eksplozja. Niespodziewany wybuch i zgaśnięcie wszystkich świateł zaskoczyły go, tak samo jak cała resztę załogi. Brytyjski okręt pogrążył się w wodzie i szybko opadł na dno, w które uderzył dziobową częścią kadłuba a następnie znieruchomiał na równej stępce. O dziwo, rufowy przedział, w którym znajdował się John Capes, nie został zalany. Macając wokół siebie, po omacku, uratowany marynarz zdołał odszukać znajdującą się przy luku ucieczkowym latarkę. Działała. W jej świetle zobaczył straszną scenę – w sąsiednim przedziale (silników elektrycznych) martwi marynarze spoczywali w różnych pozycjach na obudowach silników. Znajdujące się na drugim końcu pomieszczenia drzwi grodzi wodoszczelnej były zamknięte, ale skrzypiały złowieszczo, a w miejscach styku z wręga do środka wlewała się woda. Po latach John Capes wspominał (za: „The Great Escape” - Divernetxtra) „[…] Te drzwi ocaliły i mnie tych trzech mężczyzn, których znalazłem w tym rumowisku. Ale nasze położenie to był horror. Poziom wody w zęzach podnosił się, otaczały nas zniekształcone ciała zmarłych. Perseus stał się stalową trumną otoczoną przez morze”. Wśród zwłok marynarzy John znalazł trzech ciężko rannych mechaników. Ponieważ cała czwórka była już mocno wyziębiona, a poziom wody wciąż się podnosił, dla rozgrzewki wypili po kilka łyków rumu z butelki, którą Capes miał przy sobie przed eksplozją. Następnie, wspomagając się wzajemnie, marynarze przeszli do ostatniego, rufowego przedziału, gdzie znajdował się właz ucieczkowy – ich jedyna szansa na wydostanie się ze spoczywającego na morskim dnie okrętu. Pierwszym krokiem w przygotowaniu ucieczki musiało być wyrównanie ciśnienia w przedziale do poziomu panującego w otaczającej ich wodzie.

„[…] Zamknąłem drzwi wodoszczelne, izolując nas od reszty okrętu. Następnie wyjąłem 4 aparaty ucieczkowe (Davis Submerged Escape Apparatus) i podałem je moim towarzyszom.” Potem Capes przygotował rękaw ucieczkowy, mocując go wokół włazu. Teraz nie pozostawało nic innego jak wsunąć się w utworzony z fartucha walec, wyrównać ciśnienie, zalać przedział i otworzyć właz. Ale zawór służący do zalania przedziału był uszkodzony. W końcu udało się go poruszyć za pomocą pistoletu sygnałowego. „[…]Brodząc w wodzie wróciłem do zaworu i delikatnie otworzyłem go. Poczułem napór wpływającej wody, który zmienił się w stały wir, w miarę jak morze napierało na otwór. Wypełniona powietrzem przestrzeń wokół włazu natychmiast się zmniejszyła, a powietrze stało się paskudne. W miarę jak woda wirowała wokół nas, sięgając już niemal do klatki piersiowej, gruba, tłusta warstwa farby unosiła się po jej powierzchni. Oddychaliśmy tym obrzydliwym powietrzem, ciepłym z uwagi na kompresję”. Z aparatem Davisa w ustach Capes zanurzył się w wypełniającej okręt wodzie i wciągnął się od spodu do rękawa ucieczkowego. Teraz nadeszła decydująca chwila – „[…] Powietrze uciekało do znajdującego się powyżej morza,, a tłusta woda oblepiała mi twarz. Szczękałem zębami. Zdałem sobie sprawę, że powietrza nie wystarczy na długo. Wykorzystując cała moją wagę naparłem na klucz, aby odkręcić śruby. Na szczęście nie były skorodowane i ustąpiły bez problemu. Ostatnia śruba opadła i ogromna chmura bąbelków powietrza wystrzeliła przez gwałtownie otwarty właz.” Po raz kolejny Capes zanurzył siew brudnej wodzie i wypłynął z rękawa ratunkowego do wnętrza okrętu, gdzie w górnej jego części, w powstałej poduszce powietrznej znajdowali się trzej ranni. Ubrani w aparaty Davisa, które jednak podawały czysty tlen, co stanowiło dodatkowe zagrożenie. Po kolei marynarze zanurzali siew oleistej wodzie i wsuwali się w rękaw ratunkowy, a następnie wypływali przez otwarty właz do morza, i ruszali ku powierzchni. „[…] świeciłem wokół latarką, ale nie byłem w stanie zobaczyć nic więcej niż parę metrów stali tylnej części kadłuba. To był mój ostatni rzut oka na Perseusa”. Wypływając ku powierzchni, mimo zawrotów głowy i uczucia jakby płuca miały mu zaraz wybuchnąć, Capes maksymalnie usiłował spowolnić prędkość wynurzania. „[…] nadal miałem latarkę, w której świetle nagle zobaczyłem kable wiszące z dużego, cylindrycznego przedmiotu. To była mina akustyczna! Dobry Boże! Mogła zdetonować na każdy dźwięk. Bóg jeden wie, czemu nie wybuchła. Ból w płucach ciągle się nasilał i kiedy doszedłem do wniosku, że dłużej nie wytrzymam, wystrzeliłem do góry jak korek. Morze było wzburzone. Rozglądałem się, ale nie widziałem nigdzie moich towarzyszy. Z rozpaczą przeszukiwałem wzrokiem fale. Nagle w pewnej odległości zobaczyłem wstęgę bieli unosząca się na grzywach fal. Wyglądała jak przerwa w linii klifów. Plaża. Mimo porażającego bólu w płucach zacząłem płynać w kierunku brzegu”.
Po ciężkiej walce z wodą John Capes dopłynął do brzegów wyspy Kefalonia, gdzie został znaleziony przez miejscowych rybaków Militiadesa Xarerasa i Xaralabosa Valianosa. Ukrywany przez grecki ruch oporu, po 18 miesiącach dotarł bezpiecznie do tureckiej Smyrny.

Przez długie lata nikt, łącznie z Royal Navy nie mógł uwierzyć w opowieść Johna Capesa. Dopiero w 1996 roku, gdy wrak został odnaleziony, nurkowie pod przewodnictwem Kostasa Thoktaridesa znaleźli w głębinach wszystko pozostawione tak, jak opisał to jedyny uratowany z Perseusa. Łącznie z butelką rumu pozostawioną przy włazie ewakuacyjnym, z której jak opowiadał, pociągnął tęgi łyk, nim ruszył w drogę ku powierzchni. Niestety John Capes nie dożył tej chwili, gdy uznano jego osiągnięcie i uhonorowano Go medalem Imperium Brytyjskiego. Zmarł w 1985 roku.


Nurkowanie – wrzesień 2009

Do tego nurkowania przygotowywaliśmy się od kilku miesięcy. Oprócz studiowania historii okrętu, przeglądania zdjęć i filmów planowaliśmy optymalny czas nurkowań, ich ilość i kolejność działań. Leżący na 52 metrach duży wrak (długi na prawie 80 metrów) wymagał dłuższych czasów dennych i kilku zanurzeń. Za Zakynthos przylecieliśmy z Agą, Jankiem i Pawłem w piątek, tak by po dwóch dniach nurkowań przygotowawczych moc od poniedziałku rozpocząć zejścia na Perseusa. Problemy logistyczne (brak twinów w centrach na wyspie) rozwiązaliśmy stage’ami. Nie byliśmy jednak w stanie przewalczyć pogody. Potężna burza z soboty na niedzielę, silny wiatr i duża fala uniemożliwiły wyjście z portu. Tym bardziej nerwowo oczekiwałem poniedziałkowego telefonu od Johna, z bazy nurkowej. W końcu zadzwonił – mamy przyjeżdżać i będziemy próbować. Zobaczymy, na co pozwoli nam morze i wiatr…
Wieczór spędziliśmy u Agi i Janka w pokoju, planując jutrzejsze zanurzenie. W Deco Planerze co chwilę zmienialiśmy dane, tak by dopracować optymalny wariant nurkowania. Z Pawłem, który miał pozować na wraku ustalaliśmy poszczególne ujęcia. Ponieważ i Janek i ja mieliśmy fotografować, to musieliśmy spróbować jakoś się podzielić naszym modelem. A że czasu dennego nie było za dużo, to opłynięcie całego okrętu (który znaliśmy tylko z filmików na YouTube) i obfotografowanie jawiło się jako wcale nie łatwe zadanie.


 

Ranek przywitał nas zimną i wietrzną pogodą. Niemniej jednak wypłynęliśmy. Rejs do cieśniny między wyspami zajął nam godzinę i 20 minut, a miotany falą RIB co chwilę podnosił w górę fontanny zalewającej nas wody. Szybkie założenie sprzętu i mogliśmy wskoczyć do wody, by od razu zacząć zanurzanie. Prąd był zbyt mocny, by pozostawać na powierzchni. Walcząc z nim i posuwając się w kierunku wskazanej nam przed nurkowaniem pozycji Perseusa opadaliśmy coraz niżej. Pierwszy opadał Paweł (on zawsze szybko spadał), Janek został gdzieś w górze, walcząc z uszami. Pokonując prąd opadałem przez dłuższy czas nie widząc nic oprócz mocno już odległego Pawła, i wszechobecnego niebieskiego koloru. W końcu, po 5 minutach coś zaczęło się materializować – piaszczyste dno. Gładkie jak stół, gdyby nie ciemniejszy, jeszcze ledwie widoczny kształt. Okręt. Perseus. Nadpłynąłem od strony rufy, I płynąc obok kadłuba minąłem zniszczony fragment, rozwalony wybuchem włoskiej miny. Zgodnie z planem kierowałem się ku widocznemu jak przez mgłę kioskowi. Widoczność nie była najlepsza – może z 15 metrów, ale musiało nam to wystarczyć. Potężna nadbudówka wydawał się jeszcze większa, niż to zapamiętałem ze zdjęć. W górnej jej części wznosiły się pionowo kolumny peryskopów, oplecione gdzieniegdzie linkami pozostawionymi przez łowiących tu czasem rybaków. Paweł już czekał przy nich, by zapozować do pierwszych zdjęć. Podpłynąłem, by podać mu latarkę, której zapomniał zabrać z RIB’a. Janka wciąż jeszcze nie było, wiec cofnąłem się w kierunku rufy i zacząłem fotografowanie. Potem przepłynąłem ponad mostkiem, ciekawie zerkając do środka. Duża, przednia osłona przeciw falom wyposażona była w charakterystyczne, okrągłe okienka. Pokryte nalotem nie przepuszczały już światła, tak więc by zobaczyć 102 mm działo dziobowe musiałem przepłynąc do dziobowej części kadłuba i opaść w dół. Ze zdjęć Perseusa z okresu jego służby w Royal Navy pamiętałem, że znajdowała się ona w dużej wieży działowej, płynnie przechodzącej w nadbudówkę okrętu. Ale z płyt opancerzenie nic już nie pozostało. Dzięki temu spod stelaża, na którym było ono kiedyś umocowane wystawały elementy działa z zamkiem na pierwszym planie. Ale długa lufa nadal tkwiła na swoim miejscu, ostawiona w osi okrętu, skierowana ku dziobowi. Ponownie w polu widzenia pojawił się Paweł i dzięki temu miałem szansę zrobić mu kilka ujęć przy dziale. Ale nasz plan fotograficzny już dawno wziął w łeb. Minuty uciekały znacznie szybciej, niż to założyliśmy i szansa na zobaczenie całej jednostki gwałtownie zmalała niemal do zera. Opłynąłem działo i znajdując się od strony lufy wykonałem kolejne ujęcia z kioskiem w tle. Pod wodą byłem już 22 minuty, i zaplanowany czas denny czas denny nieubłaganie zmierzał ku końcowi. Paweł z Jankiem rozpoczęli powolne wynurzanie, mi pozostały jeszcze 3 minuty. Wolałem więc odpuścić część dziobową, a podpłynąć do rufowego włazu, którym wypłynął John Capes. Prąd szybko zniósł mnie ku tyłowi okrętu.

Dryfując nad pokładem oglądałem zniszczone fragmenty struktury jednostki. A potem w oddali zamajaczył otwarty właz. Tak jak go zostawił 68 lat wcześniej jedyny uratowany członek załogi okrętu. Zwolniłem, a potem leżąc na pokładzie rufowym zrobiłem 3 zdjęcia. Szkoda, że nie miał mi kto do nich zapozować. To był ostatni element Perseusa, który sfotografowałem przed rozpoczęciem wynurzania. Unosząc się w toni przy mocno pochylonej przez prąd opustówce patrzyłem, jak wyraźna początkowo sylwetka podwodnego łowcy zaciera się coraz bardziej, by po chwili zniknąć zupełnie. Wisząc na kolejnych przystankach dekompresyjnych planowałem kolejne zanurzenia na ten arcyciekawy wrak. Dopiero przy głębokościach 9 i 6 metrów dotarło do mnie, że może to wcale nie być takie proste. Zwłaszcza 31 minut na ostatnim przystanku pokazało mi, co oznacza falowanie. Na RIB’ie było jeszcze gorzej. Zwłaszcza że awaria silnika zmusiła nas do powolnej wędrówki do najbliższego portu, co zajęło ponad 2 godziny w rzucanej falami łodzi. Przyszłość przyniosła pełne rozczarowanie – do końca pobytu pogoda uniemożliwiała nam wyjście z portu i popłynięcie na jakąkolwiek pozycję. To jedno nurkowanie było wiec jedynym, jakie wykonaliśmy do wraku H.M.S. Perseus.


HMS Perseus (N36)

Okręt podwodny typu Parthian
Wybudowany:                        Stocznia Vickers-Amstrong w Barrow In Furness
Zwodowany:                          2 lipca 1928 roku
Włączony do służby:            15 kwietnia 1930
Wyporność:                          1.499 ton na powierzchni
                                             2.070 ton w zanurzeniu
Długość:                              79 m
Szerokość:                          8.5 m
Napęd:                                spalinowo – elektryczny
2 silniki dieslowskie o mocy 4.400 koni mechanicznych
2 silniki elektryczne o mocy 1.530 koni mechanicznych (1.140 kW)
Prędkość:                            17.5 węzła (na powierzchni)
                                             9 węzłów (w zanurzeniu)
Zasięg:                                 8.500 mil morskich z prędkością 10 węzłów
Załoga:                                59 osób
Uzbrojenie:                          8 wyrzutni torpedowych 533 mm (6 w części dziobowej, 2 na rufie)
                                            1 działo pokładowe 102 mm
                                            2 karabiny maszynowe

Bibliografia:

HMS Perseus – Emerys Monumental Services Ltd. - http://memorials.emerys.co.uk/perseus.html
The Great Escape – http://www.divernetextra.com/wreck/perse898.htm
HMS Perseus (N36) – Wikipedia – http://en.wikipedia.org/wiki/HMS_Perseus_(N36)
HMS Perseus – submarine of the P class – http://www.uboat.net/allies/warship/ship/3401.html
HMS Perseus – http://enallexperts.com/e/h/hm/hms_perseus_(1929).htm


 

ZAMÓWIENIA
KONTO
KONTAKT
© 2017 fotopodwodna.pl        Oprogramowanie sklepu internetowego web-market.pl
^
Aby zapewnić Państwu najlepsza formę prezentacji i możliwość szybkiego złożenia zamówienia na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności