(0) 0,00 PLN
tlo

podróże podwodne / Boeing B17 Flaying Fortress / Calvi, Korsyka, Francja

Promocje
czerwiec 2011


aparat: Nikon D300
obiektyw: Nikkor 10-24 f/3.5-4.5
obudowa: Hugyfot + port kopułowy 6"
lampa błyskowa: Ikelite DS160
parametry ekspozycji: 1/125 sek., f/5.6, ISO 400

„O siódmej pięćdziesiąt pięć rano usłyszeliśmy, jak nad koszary nadlatuje nisko lecący samolot, i nagle cała wyspa się zatrzęsła. Pognaliśmy więc do okna i zobaczyliśmy samolot wzbijający się w górę, przechylony w lewo. Nigdy takiego jeszcze nie widzieliśmy, ale na skrzydle miał japoński znak Wschodzącego Słońca. Instynktownie wiedzieliśmy, co to było, i w tym momencie rozpętało się piekło! Zbombardowali okręty w porcie. Zbombardowali samoloty. Zbombardowali hangary. Zbombardowali koszary i bombardowali dalej, a potem zawracali i nas ostrzeliwali. Strzelali do wszystkiego, co się rusza. A samoloty na płycie były ustawione ładnie i pod sznurek, wojskowy sznyt… to nie wygląda dobrze, jeżeli jeden samolot stoi tu, a drugi tam. Kiedy stoją w rzędzie, wyglądają bardzo ładnie, więc musieli tylko pociągnąć za spust… i zmieść wszystkie! Bardzo ułatwiliśmy im zadanie. Starałem się znaleźć osłonę. Nie było miejsca, gdzie można by się schować. Wybiegliśmy z koszar. Spadła przed nami bomba – zabiła dziesiątki ludzi, a mnie rzuciła na ścianę i przez to zostałem z tyłu, w jednym kawałku. A potem wyszedłem, oni zrzucali bomby, i trafili mnie tu, w nadgarstek. A potem zaczęli nas ostrzeliwać...trzech z nas zanurkowało pod tak zwany samochód dowodzenia. Dwóch moich przyjaciół zginęło, a ja dostałem w prawą nogę. Widziałem jednego człowieka...miał rozerwany brzuch, a jakiś major zbierał ciała i wkładał je do samochodu dowodzenia, by zabrać je do szpitala; powiedział temu człowiekowi, żeby trzymał się za brzuch, potem podniósł go jak dziecko i włożył do samochodu, żeby go zabrać do szpitala. Kiedy jechaliśmy do szpitala ostrzelali nas! Ostrzelali ambulans!”*

Tak rozpoczęła się wojenna przygoda stacjonującego podówczas w Pearl Harbour na Hawajach Franka G. Chaplicka, przyszłego pilota bombowca B17G „Her Did”, który 14 lutego 1944 roku wodował u wybrzeży Korsyki, tuż przed cytadelą w Calvi. Nim jednak wystartował do tego feralnego (i jak się okazało swojego ostatniego, bojowego) lotu, czekało go jeszcze 6 tygodni rekonwalescencji w szpitalu Tripler General  w Honolulu, a następnie ponad 2 lata szkolenia i misji bojowych nad okupowaną przez Niemców Europą. Po kursie pilotażu w Kalifornii i Nowym Meksyku (już na docelowym typie samolotu – bombowcu B17), nowosformowana załoga wyruszyła w podróż do Afryki, gdzie wówczas stacjonowała ich 97 Grupa Bombowa. Wyprawa oczywiście przebiegała z przygodami…

„Połączyłem się z wieżą w Bangor i kontroler kazał mi lądować na pasie dwa-cztery, więc wylądowałem, a on powiedział “OK, skręcaj w lewo”. Uruchomiłem hamulce… lewy hamulec załapał, a prawy nie. Mieliśmy wyciek z hydrauliki, który mieli nam naprawić w bazie Grand Island w Nebrasce ale, jak się okazało, nie naprawili go. Kiedy pociągnąłem za hamulec, padła instalacja, więc powiedziałem drugiemu pilotowi, żeby zaczął pompować hamulcem ręcznym, a on zabrał się do tego. Płyn hydrauliczny wylatywał na zewnątrz, a my wykonywaliśmy najdziwniejsze manewry. Na skrzyżowaniu dwóch pasów stał strażnik, murzyn, a ja jechałem prosto na niego. W końcu odrzucił broń i zaczął uciekać w kierunku lasu. Pracowali tam operatorzy buldożerów i wszyscy się na nas gapili, jakby chcieli powiedzieć "Gdzie do diabła on się uczył latać?"

Kontynuując swój lot, załoga „Her Did” miała jeszcze międzylądowania w Gander na Nowej Funlandii, Belfaście, Londynie, aż w końcu dotarła do marokańskiego Marrakeszu.

„Ah, byliśmy tam dwa czy trzy dni. „Ukradli” nam koła i opony, bo potrzebowali ich “na froncie”. Więc utknęliśmy tam na trochę, aż dowieźli więcej opon i mogliśmy stamtąd odlecieć. Polecieliśmy dalej na wschód w Afryce Północnej, a w końcu przenieśliśmy się do południowych Włoch, do miejsca zwanego Taranto.”

To stamtąd dziesięciu lotników pod wodzą Franka G. Chaplicka rozpoczęło swoją turę lotów bojowych. Latali nad Francję, Włochy, Grecję i oczywiście Niemcy. Poranek 14 lutego 1944 roku zastał ich w kolejnej bazie, w Foggii, skąd bombowce miały wyruszyć na bombardowanie stacji kolejowej w Weronie.

„Podchodząc nad cel, cała grupa miała wykonać głęboki skręt w lewo. Ponieważ byliśmy na prawym skrzydle formacji, nasza eskadra mocno się rozproszyła. To było fatalne dla nas, bo dostaliśmy się pod ostrzał nieprzyjacielskich myśliwców”.**


 

Gdy na wykonującą skręt na kurs bojowy formację Latających Fortec spadły od strony słońca niemieckie Messerschmitty Me-109, ich piloci skoncentrowali się na rozproszonych maszynach po prawej stronie. W „Her Did” w wyniku ostrzału natychmiast zapaliły się dwa z czterech silników. Na miejscu zginęli radiooperator, Robert F. Householder i boczny strzelec George J. Murphy, a tylny strzelec, Tony Duca został ciężko ranny. Ale pozostali strzelcy i nawigator, który zastąpił zabitego kolegę, nadal prowadzili ogień do nieprzyjacielskich myśliwców. Wybawienie nadeszło dosłownie w ostatniej chwili, pod postacią myśliwców P-47 Thunderbolt, które w błyskawicznym ataku zakończyły walkę. Pod ich osłoną ciężko uszkodzona maszyna obrała kurs na Korsykę. Nie była to optymalna decyzja, bo gdy tracący nieustannie wysokość bombowiec zbliżał się do lotniska w Calvi, kontroler poinformował załogę, że pas startowy jest za krótki na przyjęcie tak dużego samolotu. Frank G. Chaplick przerwał podejście do lądowania i odszedł ponownie nad morze, by po wykonaniu kręgu spróbować awaryjnego lądowania na terenie obok lotniska.

„Ponownie nad wodą. Byliśmy na końcówce podejścia, gdy trzeci z silników przerwał pracę. Nie mając wystarczająco mocy traciliśmy błyskawicznie wysokość. Nie miałem innego wyboru, jak wodować. Usiedliśmy naszym B17 bardzo blisko cytadeli w Calvi. Samolot na szczęście nie przełamał się i przez kilka minut unosił się na powierzchni, umożliwiając nam szybką ewakuację. W kadłubie pozostały jednak ciała trzech naszych kolegów, którzy polegli w czasie walki. Brytyjska jednostka ratownictwa powietrzno-morskiego zebrała nas z pontonu, w którym się znajdowaliśmy. Jednym z pierwszych pytań, jakie nam zadali, było, czy ktoś z nas ma jakieś obrażenia wewnętrzne. A kiedy zaprzeczyliśmy, dali nam po łyku rumu.”

Wyjazd na nurkowania do Calvi planowałem już od wielu lat. Raz, ze trzy lata temu, o mały włos a byłbym tam pojechał. Ale wciąż coś się nie układało, a B17 Franka G. Chaplicka spokojnie czekał pogrążony w wodach Morza Śródziemnego. I czekał by dalej, gdyby nie odwołanie wyjazdu „na foki” na wyspę Man, które zmusiło mnie do znalezienia czegoś w zamian. Z kilku dostępnych opcji propozycja nowootwartego centrum nurkowego Diving Calvi wydała mi się najbardziej interesująca. Zwłaszcza, że czas był ku temu najwyższy, bo śledząc internetowe informacje o wraku „Her Did” wiedziałem, że niszczeje ona w bardzo szybkim tempie.

Zaraz po popołudniowym lunchu w Chez Marie mieliśmy ruszyć na nurkowania do B17. To był dobry pomysł, pod warunkiem, że skrócilibyśmy trochę poobiednią sjestę, co gwarantowało nam brak innych nurków na wraku. Z niecierpliwością czekałem więc na RIB’ie, aż Sarah, Christopher i pozostali nurkowie przejdą ze sprzętem na łódź, i będziemy mogli odpłynąć. Ponieważ do celu mieliśmy płynąć jakieś 2 minuty, przygotowałem już cały sprzęt do szybkiego założenia. Musiałem być gotów, bo ustaliłem z Christopherem, że zanurkujemy we dwóch, a Sarah w tym czasie będzie starała się przytrzymać resztę ekipy na powierzchni, jak tylko długo zdoła. W końcu cała grupa była na pokładzie, więc mogliśmy ruszać. Odkosy spienionej wody spod dziobu rosły coraz bardziej, proporcjonalnie do narastającego ryku silnika. Ale już po chwili zwolniliśmy i na małych obrotach podeszliśmy do kołyszącej się na wodzie bojki, w miejscu ocienionym przez górujące nad nami mury cytadeli. Od wraku dzieliło nas jakieś 4-5 minut płynięcia pod wodą. Ruszyliśmy z Christopherem w jego kierunku, pozostawiając na powierzchni grająca na zwłokę Sarę. Skaliste dno opadało łagodnie. Płynąc ze 3 metry nad nim skorzystałem z tych kilku minut, by sprawdzić ustawienia aparatu. Po chwili byłem gotów i niecierpliwie zacząłem wypatrywać wraku. W końcu pojawił się. Znajdowaliśmy się z jego lewej strony (patrząc od przodu). Na pierwszym planie miałem długie skrzydło z dwoma potężnymi bulwami silników, dalej, już słabo widoczną, przednią część kadłuba. Przepłynąłem nad pierwszym z silników (prawym zewnętrznym) i zatrzymałem się przy kolejnym. Wygięte łopaty śmigła świadczyły o sile, z jaką samolot uderzył o powierzchnię wody. Zerknąłem w prawo, na wznoszący się w górę kadłub. Przednie oszklenie zniknęło zupełnie. Brakowało również osłony kabiny pilotów, choć jeszcze kilka lat temu była ona na swoim miejscu. Podpłynąłem do kokpitu. Brak jego osłony spowodował, że deska rozdzielcza została ogołocona z większości wyposażenia. Szkoda. Brakowało również drążków sterowych, zachowały się natomiast obydwa fotele.

Opłynąłem kadłub, który kończył się zaraz za skrzydłami i ruszyłem w kierunku lewego skrzydła. Nim jednak zdążyłem zrobić kolejne zdjęcia na horyzoncie zamajaczyli mi nadpływający szeroką ława nurkowie. To nasza sfora, spuszczona w końcu ze smyczy Sarah goniła do wraku. Cóż, trzeba było się skupić na detalach, bo już po chwili sporą część samolotu zaczął otulac podniesiony z dna pył. Zbierałem się już do powrotu, gdy moja uwagę przykuło dwoje nurków z wielkimi, wypasionymi obudowami SeaCama, potężnymi lampami i 8 czy 9 calowymi portami kopułowymi. Właśnie nadpłynęli i z niedowierzaniem patrzyli na to, ile pyłu potrafi podnieść z dna kilkoro nurków. Cóż, spóźnili się. Tym razem to ja miałem szczęście i kilka zdjęć.

To był już ostatni dzień nurkowy w Calvi. Po wczorajszym fotografowaniu konika morskiego i dzisiejszej porannej zabawie ze ślimakami nagoskrzelnymi wydawało mi się, że mam już komplet ujęć. Niemniej z przyjemnością przyjąłem propozycję Christophera, by jeszcze raz odwiedzić „Her Did”. Wymieniłem w aparacie obiektyw z makro na szeroki kąt, port płaski został zastąpiony kopułką i byłem gotów. Tym razem miała nas nurkować tylko czwórka, bo baza mocno się wyludniła, więc Christopher wolał zająć się budową sanitariatów w bazie. Szybki rejs na pozycję i po chwili wszyscy znaleźliśmy się w wodzie. Sarah najkrótszą droga doprowadziła nas na wrak i mogłem zacząć fotografować. Zacząłem od szerokiego ujęcia od przodu, starając się uchwycić w kadrze wszystkie cztery silniki, nie oddalając się za bardzo od samolotu, by nie stracić kontrastu. Udało się, choć końcówki skrzydeł znalazły się już poza ujęciem. Teraz, gdy już znałem miejsce, mogłem spokojnie płynąć do wybranych miejsc i wykonywać kolejne zdjęcia. Zacząłem od kokpitu, przy którym na moją prośbę zawisła na chwilę nasza przewodniczka. Szkoda, że nie było nad nim wieżyczki górnego strzelca z dwoma sprzężonymi, wielkokalibrowymi Browningami. Przepłynąłem w stronę lewego skrzydła i uwieczniłem w kadrze silnik nr 2. Kolejny raz opłynąłem kadłub, zaglądając przez rozpadające się poszycie samolotu do jego wnętrza. Na pożegnanie zatrzymałem się przy prawym skrzydle. A potem, oglądając się co chwilę przez ramię ruszyłem ku naszemu RIB’owi. Czas było wracać.

* z wywiadu jaki Frank G. Chaplick udzielił 7 lutego 2003 roku dla programu „Veterans History Project” Biblioteki Kongresu USA.

** za Aero-Relic „Second leutenant F. G. Chaplick’s B-17”

Samolot

Boeing B17G-1-BO
Numer seryjny 42-31044
Nazwa własna “Her Did”

Załoga

Pilot S/Lt Frank G. Chaplick
Drugi pilot Ward H. Skaggs
Nawigator Thomas M. Cowell
Bombardier Armand C. Sedgeley
Radiooperator T/Sgt Robert F. Householder
Górny strzelec T/Sgt Frank E. Bradley
Tylny strzelec S/Sgt Tony Duca
Dolny strzelec Orville F. Grilliot
Boczny strzelec (lewy) George J. Murphy
Boczny strzelec (prawy) Joseph P. Baron

ZAMÓWIENIA
KONTO
KONTAKT
© 2017 fotopodwodna.pl        Oprogramowanie sklepu internetowego web-market.pl
^
Aby zapewnić Państwu najlepsza formę prezentacji i możliwość szybkiego złożenia zamówienia na naszej stronie wykorzystujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności